RSS
piątek, 11 maja 2007
Ustawa lustracyjna

Są tylko dwie możliwości. Pierwsza jest taka, że Jarosław Kaczyński Wielkim Strategiem jest. I od samego początku chodziło mu o otworzenie archiwów IPN, a nie o żadną ustawę -  ale aby zapewnić tej kontrowersyjnej decyzji jak najlepszy grunt i jak najbardziej sprzyjające okoliczności Wielki Strateg uknuł taki plan - stworzymy złą ustawę lustracyjną, prawny bubel nie do obronienia, narobimy wokół tego dużo szumu, będą protesty, ustawę Trybunał Konstytucyjny z całą pewnością uchyli, my oczywiście będziemy oburzeni, obruszeni i wstrząśnięci, ta decyzja będzie dla nas porażająca, to będzie bezprzykładny atak na demokratycznie wybraną władzę oraz ostatnie, niezwykle groźne, podrygi układu i szarej sieci. I wtedy zostaniemy postawienie w sytuacji bez wyjścia – będziemy zmuszeni otworzyć archiwa IPN. A kiedy już esbeckie papiery staną się jawne – na każdego, kto działał w opozycji i był obiektem zainteresowania SB na pewno coś się znajdzie – ci, których nie udało się zaszantażować, złamać, zmusić do prawdziwej lub pozorowanej współpracy mają na pewno jakieś inne grzeszki na sumieniu skrzętnie dokumentowane przez SB – a to ktoś nadużywał wódki, ktoś inny miał nietypowe upodobania seksualne, jakiś niezłomny autorytet bił żonę, a znana rewolucjonistka zdradzała męża. I wtedy na placu boju zostaną tylko „niezahaczeni przez bezpiekę” bracia Kaczyńscy (no, może jeszcze paru niedobitków) i sami, bez przeszkadzaczy, będą mogli tworzyć IV RP.

To jest pierwsza możliwość, zakładająca, że Jarosław Kaczyński Wielkim Strategiem jest – ustawa lustracyjna i całe zamieszanie wokół niej jest tylko zasłoną dymną prawdziwych intencji pana premiera. Ale istnieje jeszcze druga możliwość – Jarosław Kaczyński nie jest Wielkim Strategiem.  I ten chaos jest kompletnie niekontrolowany – ale to przecież niemożliwe prawda?

20:29, ewa_wanat
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 kwietnia 2007
Zamiast wstępu

Z jednej strony nie podoba mi się ten rząd. Cholernie mi się nie podoba. Poprzedni też mi się nie podobał. Też cholernie. Właściwie, jak dotąd, żaden mi się nie podobał - poza rządem Mazowieckiego. Ale to zapewne z  sentymentu i ówczesnego mojego zachwytu nad zmianą ustroju. Wróciłam wtedy, dzięki tamtemu rządowi do Polski po pięciu latach emigracji, po pięciu latach absolutnej pewności, że noga moja tu więcej nie postanie. Wróciłam, bo mnie do tego powrotu pchnęła młodzieńcza egzaltacja - ojczyzna wyzwolona, trza ją odbudowywać, wolne media tworzyć, żeby mogły pilnować powstawania demokracji. Teraz żałuję - dziś byłabym szefową jakiegoś fajnego radia w Niemczech, zarabiałabym pięć razy tyle co teraz i żyła w normalnym kraju. Chodziłabym sobie na wszystkie premiery Piny Bausch i Petera Steina, imprezowałabym w berlińskich klubach. Zmarnowałam sobie życie przez ten pieprzony patriotyzm.

Z drugiej strony – bardzo mi się ten rząd podoba, o takim wzroście słuchalności, jaki ma Radio TOK FM od ostatnich wyborów mogłam do tej pory tylko marzyć bez jakiś szczególnych nakładów na kampanię reklamową. Bardzo się ostatnio Polacy rozpolitykowali, żądni się stali informacji i komentarza do nich – więc w to nam graj. Niech rządzą jak najdłużej i nakręcają koniunkturę mediom.

PS. Kiedy mieszkałam w Niemczech niemiecki rząd też mi się nie podobał. Nie sadzę, żebym kiedykolwiek jakikolwiek mogła polubić.

12:42, ewa_wanat
Link Komentarze (1) »